Od jakiegoś czasu zbieram się do napisania o tym, nie chciało mi się. Teraz jakiś przypływ weny i chyba smutku spowodowały potrzebę wylania tego tutaj.
Chcę odciąć się od starego życia, pełnego problemów, toksycznych ludzi, nieciekawych sytuacji. Nie da się o tym zapomnieć, ale czy mogę to traktować jako jedną z walizek mojego głupio brzmiącego bagażu doświadczeń? Nie wiem czy jest mi to potrzebne, staram się żyć chwilą, ale tych wspomnień jest tak wiele, że nie potrafię. Podobnie jest z moją pewnością siebie, kiedy już jest dobrze, przypominam sobie za jakie zachowania kilka miesięcy temu zwracali mi uwagę i automatycznie próbuję się zmienić. Ludzie mają na mnie ogromny wpływ, chcę się tego pozbyć. Nie chodzi tutaj o to, że tkwię w chorych relacjach, tylko po prostu za bardzo przejmuję się zdaniem innych na temat mojej osoby, a przeważnie to zdanie jest negatywne.
Próbuję nie pokazywać tego nikomu, wracam do domu, kładę się na łóżku i myślę, odcinam się od teraźniejszości, płaczę. Z jednej strony chciałabym zacząć od początku, ale z drugiej cofnąć się i wszystko naprawić. Mogłabym nawet zaryzykować utratą kilku niedawno poznanych osób, lub przeżytych momentów. To chore, jak zwykle, niestabilna emocjonalnie i niezdecydowana ja. Od teraz spróbuję żyć pamiętając o tym, że nic nie trwa wiecznie i nie można cofnąć się w czasie. To boli, ale może dzięki temu wyprostuję swoją ścieżkę. W tym momencie sama pogubiłam się o czym chciałam napisać i w głowie mam milion myśli, trudno, zostawiam was z tym, do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz